Międzyrzec:
Staropolska zasada podszeptuje nam do ucha – „zastaw się a postaw się”! A my się „zastawiamy”… nowe telewizory po kilkanaście tysięcy złotych, półsportowe samochody, nowe domy. A wszystko to kupione na kredyt. Kredyt, który robi z nas, mieszkańców Międzyrzeca Podlaskiego, niewolników banków oraz, coraz częściej, szemranych lichwiarskich foremek, które wyrastają w Międzyrzecu jak grzyby po deszczu.
Połowa reklam w telewizji dotyczy kredytów. Zobacz jakie to proste, łatwe i wygodne, załatwimy za ciebie, nie musisz się martwić, wszystkie te formalności to pikuś… będziesz mógł pochwalić się przed sąsiadem i rodziną nowym samochodem, wakacjami na Krecie albo mieszkaniem. Przed sąsiadem, którego nie lubisz. Wręcz nienawidzisz i którym gardzisz. O niczym innym przecież nie marzysz… tylko, aby sąsiadowi „oko zbielało”.
W reklamach nie mówią tylko jednego (albo dopisują drobnymi literkami, które z trudem można odczytać dopiero na tym 52-calowym ekranie telewizora zakupionego na kredyt), że te pieniądze trzeba będzie oddać. Z grubymi odsetkami.
Kredyt to bardzo dobra rzecz – ale tylko pod jednym warunkiem. Że bierzemy go z dużym rozmysłem i na cel, który się zwróci nam z nawiązką z której będziemy mogli spłacić zarówno zaciągniętą pożyczkę jak i odsetki od niej a potem jeszcze zostanie nam z tego jakiś zysk. Wszystkie inne kredyty to kręcenie pętli na własną szyję.
Niestety wielu mieszkańców Międzyrzeca Podlaskiego i okolic daje się złapać na lep reklamom i bierze kredyty na rzeczy, które nie tylko nie przyniosą im jakiegokolwiek zysku, ale jeszcze w dodatku będą generowały koszty. A potem co prawda mieszka się w stumetrowym mieszkaniu, ma „wypasioną brykę” i plazmowy telewizor w salonie, ale jada się chleb z margaryną i popija najtańszą herbatą bez cukru. Samochodem się nie jeździ, bo nie ma na benzynę i ubezpieczenie.
Cały miesiąc tyra się przy tym jak bury osioł i nie można spać po nocach ze strachu: zwolnią z pracy, nie zwolnią?… jak zwolnią to bank zabierze mieszkanie, jak nie zwolnią to czy wypłacą pensję na czas?… I tak miesiąc w miesiąc przez dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat… co miesiąc dwa, trzy, cztery tysiące złotych w zębach do banku.
Dopiero jak to się zapłaci to można pomyśleć o tym, żeby kupić jedzenie, buty dla dzieci na zimę, zapłacić rachunki z prąd i wodę… na wszystko nie starczy. Po jakimś czasie dochodzą lekarstwa i zabiegi, bo organizm nie wytrzymuje: wrzody żołądka, choroby serca, cukrzyca, nadciśnienie, nerwica, choroby stawów… do lekarza trzeba jechać do Lublina albo do Warszawy, bo w Międzyrzecu „takich rzeczy nie leczą”.
Ale za to jak podjechaliśmy nowym mercedesem pod nowy dom to sąsiadowi „oko zbielało”. Tylko czy naprawdę to wszystko było tego warte?


