Międzyrzec:
Wisłą pędzi kolejna fala powodziowa – już czwarta w tym roku. 600 albo 700 centymetrów ponad normalny stan. Tym razem poszło Wisłą. Równie dobrze mogło spłynąć sto kilometrów bardziej na wschód i fala szłaby Bugiem. I wtedy reporterzy TVN24 relacjonowaliby nie z Sandomierza, jak kilka miesięcy temu, ale z Włodawy i Terespola. Albo z Międzyrzeca Podlaskiego.
Teoretycznie w Polsce mamy struktury, przepisy, a administracja ma jasno określone kompetencje i wytyczne w kwestii tego, co robić w razie powodzi albo innej klęski żywiołowej. Tyle w teorii. Jak wygląda praktyka każdy mógł obejrzeć w telewizyjnych relacjach na żywo z Bogatyni, Sandomierza i kilkudziesięciu innych miejscowości. Nie ma się co łudzić, że w Międzyrzecu system przeciwpowodziowy zadziałałby lepiej niż tam.
Kogo zresztą telewizje nie odpytują o przyczyny tych tragedii wszyscy jak jeden mąż odpowiadają, że nic nie da się zrobić i że na potężne siły natury nie ma mocnych. Nie ma mocnych i już.
Tylko jak to się dzieje, że w takiej Holandii, która połowę swojego terytorium ma poniżej poziomu morza, powodzie jakoś nie nawiedzają? Być może Bóg bardziej kocha Holendrów, a mniej Polaków? A może, co według mnie jest bardziej prawdopodobne, Holendrzy zamiast wydawać przepisy, których nikt nie przestrzega i ustawy, które po roku są już trzeci raz zmieniane, wzięli się do roboty: kopania kanałów, rowów melioracyjnych i zbiorników retencyjnych oraz do budowania śluz.
Od wielu lat politykom i samorządowcom we wszystkich zakątkach Polski wydaje się, że jak się wprowadzi przepis to problem sam się rozwiąże. A efekty tego myślenia mogliśmy obserwować w telewizji w których Piotr Kraśko relacjonował na żywo walkę z żywiołem i umacnianie wałów przeciwpowodziowych.
W tym roku szczęśliwie powódź ominęła Międzyrzec. Co prawda Krzna jak co roku wylała i straż pożarna musiała odpompować wodę z kilkudziesięciu piwnic, ale w porównaniu z tym, co działo się w Sandomierzu albo w Bogatyni można uznać, że właściwie nic się nie stało. Zresztą co roku odpompowują. Tylko czy w przyszłym roku albo za dwa lata Piotr Kraśko wyposażony w wodery nie będzie musiał przyjechać do Międzyrzeca? Cóż… osobiście wolałbym nie oglądać go w takich relacjach na żywo z naszego miasta.
Może więc warto pomyśleć o tym już w tym roku o jakichś konkretnych działaniach, które zapobiegłyby tragediom w przyszłości. Bo może znów wyjść na to, że „Polak i przed szkodą i po szkodzie głupi”, a za rok kolejni bardzo mądrzy ludzie – politycy, urzędnicy, eksperci, autorytety – będą wypowiadać się w podobnym tonie jak teraz i mówić, że z żywiołem nikt nie jest w stanie wygrać i nikt nie mógł tego przewidzieć.
Może napiszę coś niepokojącego wielu mieszkańców Międzyrzeca, Drelowa czy Trzebieszowa, ale czy w regionie w którym bezrobocie sięga ponad dwudziestu procent nikt nie jest w stanie rozdać tym ludziom szpadli i zatrudnić na początek przy pogłębieniu rowów melioracyjnych. W przyszłym roku może się okazać, że trzeba łopatami wyrzucać szlam i muł z mieszkań a meble wywozić taczkami.


