Międzyrzec:
Bliska przyjaciółka mojej żony jest nauczycielką w międzyrzeckim gimnazjum. Czasami przychodzi do nas na herbatę i ciasto… a tak naprawdę się wyżalić. Trochę na męża, trochę na życie, ale głównie na swoją pracę. Z jej opowieści wychodzi na to, że młode pokolenie mieszkańców Międzyrzeca Podlaskiego (a i kilku okolicznych wsi również) to przyszli pensjonariusze zakładów penitencjarnych albo szpitali psychiatrycznych. A w ostateczności klienci zakładu pomocy społecznej.
Autorytet nauczyciela upada… bo jak ktoś się może cieszyć autorytetem w społeczeństwie w którym o wartości człowieka decyduje stan jego posiadania, jeśli ten człowiek zarabia półtora tysiąca na rękę? A młodzi ludzie obserwują i widzą, że nauczyciele na drabinie społecznej nawet w takim Międzyrzecu Podlaskim to klasa niższa – plasują się gdzieś w okolicach kasjerki w Biedronce, bo bramkarz na dyskotece zarabia już sporo więcej.
Podobno jednym z najstarszych zachowanych świeckich tekstów jest kilka zdań zapisanych przez jakiegoś mieszkańca Babilonu, który zauważał, że obyczaje u ówczesnej młodzieży upadają a dzieci zachowują się skandalicznie. Zapewne to odczucie każdego pokolenia, że następne ulega coraz szybszemu zepsuciu.
Wracając do opowieści przyjaciółki mojej żony… nie wiem czy jest sens dosłownego przytaczania jej słów. Pewnie niewielki, bo ci, co chcą wiedzieć i tak wiedzą, a ci co nie chcę to i tak do nich nie dotrze. Osobiście cieszę się, że moje dzieci mają międzyrzeckie gimnazjum za sobą. W liceum nie jest jakoś dużo lepiej, ale jednak nieco większy odsiew powoduje, że nie ma tam ewidentnych patologii.
Międzyrzeckie gimnazjum nie przypomina szkoły z serialu telewizyjnego. Połowa uczniów i uczennic pali (z osobistych obserwacji wynika mi, że więcej nawet uczennic), ponad jedna trzecia regularnie pije, narkotyki coraz tańsze… przypadkowy seks i nieprzypadkowe pobicia. Jest wszystko.
Co robią z tym rodzice: rodzice udają, że ich dzieci to nie dotyczy. Co robią nauczyciele: a dlaczego maja coś robić za tysiąc pięćset? Co robi dyrekcja: dyrekcja udaje, że o niczym nie wie… Tak, kochani Międzyrzeczanie… rośnie nam pokolenie agresywnych degeneratów, przestępców, sfrustrowanych seksualnych zboczeńców uzależnionych od alkoholu, narkotyków i telewizji. A jak ktoś do takiej szkoły przychodzi jeszcze „normalny” to koleżanki i koledzy serwują mu szybki kurs równania w dół. Bardzo szybki.
Jeśli dziecko nie umie jeszcze kląć jak szewc – to w gimnazjum się nauczy, nie umie kraść – nauczy się, nie umie pić i palić – bez obaw… też się nauczy.
Brytyjczycy swego czasu zrobili socjologiczne badania naukowe nad tym, jak dzieci emigrantów przystosowują się do życia w angielskim społeczeństwie. I wyszło im, że ponad trzy czwarte wiedzy młodzi ludzie w Wielkiej Brytanii zdobywają „od kolegów”. Niewiarygodne? A jednak: łatwo można zaobserwować to na przykładzie rodziny w której oboje rodzice słabo mówią po angielsku. A dziecko, które tylko kilka lat chodzi do tamtejszej szkoły bardzo szybko łapie słówka, idiomy i perfekcyjny akcent. Pod jednym wszakże warunkiem: że jego koledzy i koleżanki w klasie mówią poprawną angielszczyzną. Stopień poprawności językowej nauczyciela ma minimalny wpływ na kompetencje językowe takich uczniów.
No, to teraz możecie sobie poudawać, że wychowujecie wasze dzieci i że szkoła do której je posyłacie nauczy ich życia. Życia nauczy… à propos: „Czy wywiadówka to jedyny wasz kontakt ze szkołą Waszych dzieci?”



Dzieci wesoło wybiegły ze szkoły…