Jakiś czas temu dziennik internetowy e-wspolnota.com w dwóch artykułach poruszył bulwersujący temat działalności szpitala powiatowego w Międzyrzecu w którym, jak twierdzi Waldemar Ołdachowski bohater tekstów, najprawdopodobniej doszło do rażących zaniedbań. Lekarze oczywiście nie przyznają się do jakiejkolwiek winy i nie mają sobie nic do zarzucenia.
Nie chciałbym się tutaj rozwodzić nad tym pojedynczym przypadkiem, bo właściwie nie ma nad czym – „oczywista oczywistością” jest fakt, ze jak ktoś zgłasza się do szpitala to powinien zostać przede wszystkim przebadany, ale być może jest to tylko takie moje mylne wrażenie, bo właściwie po co są szpitale? W Polsce chyba po to, żeby lekarze mieli gdzie żądać podwyżek pensji…
Osobiście jestem wielbicielem serialu „Dr House”… zresztą moja żona też go uwielbia, chyba nawet bardziej niż ja. Zresztą „Grace Anatomy” również nam się bardzo podobał…
Czym się różni szpital w którym pracuje dr Gregory House od szpitala powiatowego w Międzyrzecu? Przede wszystkim tym, że Princeton-Plainsboro Teaching Hospital jest placówką prywatną w której liczy się zysk szpitala… i oni tam wiedzą, że z martwego pacjenta pieniędzy się nie wydusi.
W międzyrzeckim szpitalu pacjent to zło konieczne, które lekarzom przeszkadza w ich pracy, zawraca głowę i chce nie wiadomo czego. Ot, choćby sobie ubzdurał, ze powinien zostać przebadany na okoliczność jakichś swoich wydumanych dolegliwości… Jak powiedział jeden z cytowanych w e-wspolnota.com międzyrzeckich lekarzy „to nie choroba, bo pacjent mówi i chodzi”.
Ale coś łączy dr House’a z dyrektorem szpitala w Międzyrzecu Ireneuszem Stolarczykiem. Tym czymś jest… nie, nie… wcale nie profesjonalizm, ogromna wiedza i doświadczenie które pozwala bohaterowi serialu stawiać diagnozy i ratować życie klientów (tak, klientów!) szpitala… tym czymś są inne cechy dr Housa, które zaprowadziły go na oddział zamknięty szpitala psychiatrycznego i to w charakterze pacjenta a nie lekarza… cynizm, gburowatość, przeświadczenie o własnej boskości i prawie do decydowania za innych co jest dla nich dobre a co złe, przeświadczenie o własnej omnipotencji oraz cyniczna bezduszność gburowatość i obojętność na cudze nieszczęście.
Dlaczego w Polsce jest tak, że przejmujemy najpierw wszystkie najgorsze cechy z zagranicy? A dopiero potem, jeżeli w ogóle, te lepsze? Nie mam pojęcia… być może to efekt pięćdziesięciu lat negatywnego doboru w wielu zawodach w którym o dostępie do wykształcenia liczyły się nie kompetencje ale znajomości, układy, koneksje a czasami zwyczajne donosicielstwo, podkładanie świń i tym podobne zachowania.
Zbliżające się wybory samorządowe spowodowały, że władze Międzyrzeca zdecydowały się na częściowy remont Szpitala Powiatowego… może gdyby wybory odbywały się co roku szpital w Międzyrzecu Podl. miałby jako taki poziom, bo powierzchowny lifting elewacji wiele w tym przypadku nie zmienia. Czeka nas jeszcze bardzo długa i wyboista droga do cywilizowanego świata w którym wszystko jest takie jakie być powinno. Może dożyję, bo jak na razie wolałbym nie trafić w ręce dr Ireneusza Stolarczyka… jak ktoś już ma na mnie nawarczeć i zrugać to wolę jakoś dra Gregory’ego House’a…

A… byłbym zapomniał o linkach do artykułów na e-wspolnota.com: Lekarz odmówił przyjęcia na oddział, pacjent dostał wylewu i Lekarze twierdzą, że to nie ich wina. Autorką tego drugiego jest Sylwia Hukaluk-Kamecka, a pierwszy niestety jest niepodpisany.